Kazanie ks. Jacka Ozdoby przygotowujące do konsekracji kościoła – 8 lutego 2026

Moi drodzy!

Z wielką gorliwością i pobożnością przygotowujemy się do uroczystej konsekracji tej świątyni. To wielkie wydarzenie ma być dla nas także okazją do odnowienia naszej wiary w P. Boga i Kościół św. Dziś popatrzmy na tabernakulum, które znajduje się w centrum tego Kościoła.

„ Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” Tymi słowami P. Jezus zapewnił nas o swej obecności eucharystycznej. Obecność Chrystusa w tabernakulum jest w pewnym sensie Jego testamentem dla nas. „Ten niebieski Testament” – śpiewamy w pieśni. Chrystus umarł i zmartwychwstał i jako zmartwychwstały Pan pozostał z nami. Czerwona lampka niech nieustannie przypomina nam o Jego Obecności w naszych świątyniach. Niech przypomina nam tak jak na ulicy, abyśmy się zatrzymali i poczekali, bo On chce się spotkać z nami.

Chrystus jest obecny nieustannie w naszym kościele w tabernakulum. Aby zrozumieć tę Jego obecność, najpierw trzeba zrozumieć samo słowo  „tabernakulum” co znaczy z łaciny namiot. Nazwa ta nawiązuje do Namiotu Spotkania, który znajdował się poza obozem Ludu Izraela wędrującego przez pustynię, i w którym Bóg rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz. W tym namiocie w miejscu zwanym święte świętych znajdowała się arka z tablicami Dziesięciu Przykazań, różdżka Aarona i omer manny. Na arce umieszczono posągi dwóch cherubów. Czy więc manna przechowywana w tej świętej skrzyni, czyli w arce nie jest zapowiedzią tabernakulum, w którym przebywa nasz PanPrzebywa nieustannie adorowany przez aniołów i świętych! A skoro manna była zapowiedzią Eucharystii, to czy arka nie jest zapowiedzią tabernakulum? W namiocie spotkania Bóg był obecny na sposób duchowy, w naszych świątyniach obecny jest na sposób rzeczywisty i osobowy.

Trwanie przed tabernakulum czyli przy Chrystusie podczas adoracji jest niezwykle owocne duchowo. Świętym dawało ono siły do walki duchowej, do wytrwania w pokusach i przeciwnościach. Kiedy brakowało im słów Mówili ”Wystarczy po prostu trwać przed Bogiem ukrytym w Najświętszym Sakramencie” . Nawet nie  trzeba nic mówić. On nas umocni, On nas przeniknie swoją obecnością. My czasami nie wiemy, co mamy mówić, jak się modlić. Pięknie o tym zaświadcza pewien wieśniak, modlący się przed tabernakulum: „Wpatruję się w Niego, a On wpatruje się we mnie” (KKK 2715). Pan Jezus też się chce na nas napatrzeć. Chce, żebyśmy przyszli ze swoimi troskami do Niego. Chce nas przytulić. Chce nam powiedzieć o swojej miłości. Chce nas pocieszyć. Chce nas umocnić. Chce nam wskazać drogę. Dzisiejszy człowiek ma problemy z wytrwaniem w ciszy, nie nauczony jest kontemplacji… ale dzisiejszy człowiek – może bardziej niż kiedykolwiek – potrzebuje właśnie tej eucharystycznej ciszy!. Św. Jan Paweł II za św. Alfonsem Marią Liguorim uważał, że: „wśród różnych praktyk pobożnych adoracja Jezusa sakramentalnego jest pierwsza po sakramentach, najbardziej miła Bogu i najbardziej pożyteczna dla nas. Eucharystia jest nieocenionym skarbem: nie tylko jej sprawowanie, lecz także jej adoracja poza Mszą św. pozwala zaczerpnąć z samego źródła łaski” (Ecclesia de Eucharistia, 25). Pamiętajmy również, że za pół godziny adoracji Najświętszego Sakramentu czy w monstrancji czy w tabernakulum możemy uzyskać łaskę odpustu zupełnego.

W kontekście praktyki adoracji, wspomnieć możemy chociażby o 40-godzinnym nabożeństwie adoracyjnym, o tzw. wieczystych adoracjach, czyli ciągłym wystawieniu Najświętszego Sakramentu i o godzinnych nabożeństwach w czwartki, czyli w dzień ustanowienia Eucharystii. Dziś Jezus pyta nas jak kiedyś zapytał Apostołów podczas modlitwy w Ogrójcu: „Nawet jednej godziny nie mogliście czuwać ze Mną?” (Mt 26,40). Stąd warto, byśmy dla Niego znaleźli czas, byśmy przychodzili na adorację i nabożeństwa eucharystyczne, byśmy zakochali się w tej modlitwie i nigdy jej nie zaniedbywali. Po prostu przyjdźmy popatrzeć na Niego, a On na nas.

Przeżywając czas przygotowania popatrzmy dziś także na nasz kościelny witraż z wizerunkiem bł. Ks. Jerzego Popiełuszki. Znajduje się on po lewej stronie przy wejściu do kościoła przy konfesjonale.

Ks. Jerzy Popiełuszko został ogłoszony błogosławionym 6 czerwca 2010 r. Dekret beatyfikacyjny odczytał prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych abp Angelo Amato, który przybył na uroczystości do Warszawy jako legat papieski. Przewodniczył on Mszy św. koncelebrowanej z polskimi biskupami i kapłanami, w której wzięło udział ok. 150 tys. wiernych. Po Mszy św. z placu Piłsudskiego wyruszyła procesja z relikwiami nowego błogosławionego do Świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie. Relikwie ks. Jerzego Popiełuszki zostały złożone w Panteonie Wielkich Polaków.

Ks. Popiełuszko był po prostu wiernym katolickim kapłanem, który bronił swojej godności jako sługi Chrystusa i Kościoła oraz wolności tych, którzy, podobnie jak on, byli ciemiężeni i upokorzeni. Ale religia, Ewangelia, godność osoby ludzkiej, wolność nie były pojęciami zgodnymi z ideologią marksistowską.

Ks. Jerzy nie uległ pokusie, by żyć w tym obozie śmierci. Za pomocą jedynie duchowych środków, takich jak prawda, sprawiedliwość oraz miłość, domagał się wolności sumienia obywatela i kapłana. Lecz zgubna ideologia nie znosiła światła prawdy i sprawiedliwości. Dlatego ten bezbronny kapłan był śledzony, prześladowany, aresztowany, torturowany a ostatecznie brutalnie związany i, choć jeszcze żył, został wrzucony do wody. Jego oprawcy, którzy nie mieli najmniejszego szacunku dla życia, z pogardą odnosili się nawet do śmierci. Porzucili go, jak niektórzy porzucają martwe zwierzę. Jego ciało zostało odnalezione dopiero po dziesięciu dniach.

Jezus Chrystus, obecny w Eucharystii, był jego mocą. W latach 1966-1968 kleryk Jerzy Popiełuszko odbył służbę wojskową, która była dla niego czasem wielkiego cierpienia, okresem licznych upokorzeń i ograniczenia wolności religijnej. Nie pozwalano mu uczestniczyć w Mszy św. i przyjmować komunii św. W liście, który skierował do ks. Czesława Miętka, swojego ojca duchownego w seminarium w Warszawie, jako młody kleryk-żołnierz, pisał: «Wczoraj poszedłem do miasta, podając jako pretekst konieczność wpłacenia pieniędzy do banku. Poszedłem do kościoła i po raz pierwszy od miesiąca przyjąłem Eucharystię».

W obliczu religijnych prześladowań Eucharystia była dla niego boskim pokarmem, który umacniał go w dawaniu świadectwa wierze. Eucharystyczny był również jego ostatni życiowy czyn, celebracja Mszy św., odprawionej 19 października 1984 r. Przy tej okazji nasz błogosławiony zachęcał robotników, aby nie uciekali się do nienawiści i zemsty, ale dążyli do zgody i pokoju: «Módlmy się — powiedział — byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy».

Bardzo wzruszające jest świadectwo mamy naszego błogosławionego, pani Marianny Popiełuszko: «Mój syn, ksiądz Jerzy, był przez całe życie człowiekiem głęboko wierzącym. Kiedy służył w wojsku, odmawiał różaniec pomimo zakazu dowódcy. Nigdy nie słyszałam, by żalił się na Pana Boga. Starał się przyjmować wyrządzane nieprzyjemności w duchu wiary i z miłości do Pana Boga».

Takie jest przesłanie, które nasz błogosławiony męczennik przekazuje nam właśnie dzisiaj. Chrześcijanin jest świadkiem dobra i prawdy. Chrześcijanin przeżywa jako «błogosławieństwo» ubóstwo, smutek, niesienie pokoju oraz prześladowania, ponieważ Jezus mówi: «Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe o was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w niebie.  I dodaje P. Jezus: Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie».

Bł. Ks. Jerzy był tym światłem w mrokach komunizmu i dziś dla nas jest światłem, które rozświetla nam drogę do Jezusa. Obyśmy patrząc na Jego życie sami stawali się światłem dla siebie wzajemnie i nieśli innym dobro i prawdę tak jak On głosił je swoim kapłańskim życiem.

fot. Archidiecezja Krakowska